"Reanimacja Wspomnień", czyli historia mówiona oraz łódzka filmówka - wiele działo się w lutym w "Nakręćmito! MUROWANA (re) AKTYWACJA"

Jesteśmy już na półmetku naszego projektu . Luty krótki, ale obfitował nie tylko w udany wyjazd studyjny do Łodzi, w trakcie którego spotkaliśmy się ze studentami Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej. Ale o tym za chwilę. W naszej sali multimedialnej dwukrotnie gościliśmy przedstawicielki Koła Gospodyń Wiejskich z Długiej Gośliny oraz seniorki z Klubu Seniora "Zacisze". Młodzi uczestnicy tak relacjonują te spotkania.

Pierwsza opowieść - pani Anny Strykowskiej - była związana z książką pt. "Ania z Zielonego Wzgórza", która stała się niezwykle ważna w młodości pani Ani - umilała sobie nią czas podczas długiego i żmudnego wypasania krów. Historia ta pozwoliła nam wyobrazić sobie życie na przełomie lat siedemdziesiątych na wsi oraz zajęcia, jakie wykonywały dzieci. Nasz drugi gość - pani Justyna Clark - opowiedziała historię, w której ważną rolę odgrywał jej talizman - trzy malutkie kamienne małpki zasłaniające oczy, usta i uszy. Pani Justyna opisała nam swoją trudną wyprawę z przyjaciółmi do Holandii, która zakończyła się dla nich utratą pracy, niesłusznym zamknięciem ich mieszkania przez policję i ukradnięciem roweru. Kluczowym momentem było również odnalezienie niezwykle cennych dla pani małpek. Cała opowieść jednak miała charakter pozytywny, w żadnym wypadku przestępczy. Pokazała nam, jak kiedyś traktowano Polaków za granicą I w jakich warunkach wtedy żyliśmy. (Maja)

Dnia 22 lutego 2016 roku odwiedziły nas Panie seniorki z klubu "Zacisze", które "zreanimowały" swoje wspomnienia. Historie były różne, ale łączyło je to, że wszystkie były bardzo interesujące. Pani Alicja Piątek opowiedziała nam o rodzicach, a także o swoim dzieciństwie I o własnych dzieciach. Ojciec Pani Alicji miał bardzo trudne dzieciństwo. Gdy był mały, wraz z matką został wywieziony do Austrii, gdzie zobaczył dom Hitlera. Spędzili tam dużo czasu. Od wiosny do lata sadzili i pielęgnowali dynie, a także robili wino. Gdy nadszedł czas powrotu, chłopak wraz z matką wsiedli do wagonu bydlęcego, którym jechali cały miesiąc. Pociąg wysadził ich w Przemyślu. Niestety w Krakowie chłopcu zmarła mama i musiał sobie sam poradzić. Po pewnym czasie odnalazł swoich sąsiadów i wspólnie z nimi wrócił do domu. Po powrocie gospodarstwo jego rodziny było doszczętnie zniszczone. Na całe szczęście w tamtych czasach ludzi sobie pomagali i kuzyn taty Pani Piątek zaopiekowała się nim.

Po tej smutnej historii z dzieciństwa, przenieśliśmy się do czasów mamy Pani Ali. Lubiła ona bardzo haftować i zaraziła tym swoją córkę. Wtedy spało się najczęściej na pierzynach z piór gęsich. Kobieta więc wraz z sąsiadkami darły pierze i opowiadały sobie różne historie o duchach. Po ciężkiej pracy należały się im odpoczynek i dobre jedzenie, więc wieczorem jadło się pieczone jabłka, piło się kawę i herbatę oraz wykonywało się robótki ręczne np. obrusy czy bardzo popularne wtedy chusteczki haftowane (najczęściej błękitne).

Pani Ala urodziła się w Sławicy. Miała dwóch braci i jedną siostrę. Jak to w każdym gospodarstwie rodzina Pani Piątek zajmowała się tam zwierzętami: krowami, świniami i kurami. Pani Ala z siostrą pomagały w domu i karmiły gęsi. Po trudach tygodniowej pracy w niedzielę sąsiedzi zbierali się u rodziny, która posiadała telewizor, aby wspólnie obejrzeć serial "Stawka większa niż życie". Wszystko odbywało się przy lampach naftowych. Pani Ala opowiadała, że gdy nabroiła z rodzeństwem (a zdarzało się to często :), to rodzice nie karali, tylko spokojnie rozmawiali i tłumaczyli swoim dzieciom popełnione błędy. Babcia Pani Piątek- Wiktoria - szyła jej lalki (tzw. wtedy "pupki"). Jej ojciec natomiast robił jej drewniane klocki oraz wózki dla lalek. Córka Pani Ali także się nimi bawiła, jej wnuki przez jakiś czas również. Pani Alicja przyniosła ze sobą właśnie te oryginalne lalki, które do dziś goszczą u niej w domu i stanowią cenną pamiątkę z dzieciństwa. (Asia)

Z kolei Pani Irena Błachowiak do Murowanej Gośliny przyjechała wraz z mężem z Gdyni. Tak bardzo spodobało im się miasto, że zamieszkali tutaj na stałe. Pani Irena powiedziała nam, że młodzież żyjąca dawniej miała zupełnie inne problemy niż młodzież teraz. W tamtych czasach panowały surowe zasady wychowawcze. Przytoczyła ona kilka historii. Kiedy jej mąż zaprosił ją i jej siostrę do kina, siostra nie została wpuszczona, ponieważ nie miała 18 lat. Do kina mogły wchodzić tylko osoby pełnoletnie. Dziewczynom zabronione było noszenie spodni oraz malowanie się. Można było tylko uczęszczać na dyskoteki zorganizowane przez szkołę. Jeśli ktoś nie przyszedł i nie miał sensownego usprawiedliwienia, kolejnego dnia był odpytywany z historii. Obowiązywała też cenzura na "nieodpowiednie" książki i czasopisma. Pani Błachowiak pokazała nam fotoklast (projektor) i taśmy, na których były umieszczone bajki. Mieliśmy przyjemność obejrzenia okularów z bajkami. Eksponaty były bardzo ciekawe. Była to niezapomniana lekcja historii. (Bartek)

Łódzka filmówka zdobyta!


Wizytę w Łodzi - mieście polskiego filmu oraz mozaiki wielu kultur, rozpoczęliśmy od zwiedzenia Manufaktury oraz dyskusji na temat tego, co może zachwycać, a co nie w architekturze dawnej fabryki Izraela Poznańskiego. Od samego początku klimat naszej wyprawie dodawał XIX-wieczny pałacyk "Linat Orchim", w której mieszkaliśmy, pełniący dziś siedzibę gminy żydowskiej. Pracowaliśmy w różnych grupach, co umożliwiło kreatywną wymianę doświadczeń i jeszcze większą integrację zespołu. Cześć zadań wykonaliśmy jeszcze przed przyjazdem do Łodzi. Efektów doświadczyliśmy na miejscu, kiedy staliśmy się przewodnikami dla pozostałych po wielokulturowej Łodzi.

Najważniejszym punktem trzydniowego programu było spotkanie ze studentami Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej. Dzięki pomocy Samorządu Studentów tejże uczelni porozmawialiśmy ze studentami reżyserii, animacji, produkcji, którzy opowiedzieli nam nie tylko o swojej szkole i jej specyfice, ale także o metodologii robienia dobrego filmu. Ze względu na nasze działania, najbardziej interesował nas wątek spotkania poświęcony filmowi dokumentalnemu. Studenci pokazali nam także swoje egzaminacyjne edtiudy, które mogą być inspiracją dla nas przy realizacji naszych reportażu. Zwiedziliśmy także mury filmówki i w rektoracie siedzieliśmy na schodach, z których skakał sam Roman Polański. Dosłownie poczuliśmy smak życia studenckiego, jedząc obiad w studenckiej stołówce. Ciekawym punktem programu była gra edukacyjna w Muzeum Kinematografii pt. "Ocalić seans". Wieczorne klimaty Łodzi poczuliśmy podczas urokliwej przejażdżki tramwajem "Sanok" z 1928 roku. Dzień zakończyliśmy lekturą wzruszającej książki "Mój pies Lala" Romana Kenta- Ocalonego więźnia Auschwitz, Gross-Rosen oraz Flossenburga.

Trzeci - ostatni dzień w Łodzi rozpoczęliśmy spotkaniem w kręgu, podczas którego dwie grupy robocze przedstawiły nam historię Łodzi podczas II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem łódzkiego getta. Następnie zawędrowaliśmy na ulicę Stanisława Więckowskiego 38 (dawna Śródmiejska 38), przy której znajduje się okazała kamienica, w której mieszkał bohater i zarazem narrator historii o Lali ? Roman Kent.

W trakcie porannej peregrynacji po Łodzi dotarliśmy także na ulicę Piotrkowską oraz przed dawną fabrykę Izraela Poznańskiego. Dzięki kolejnym małym grupom poznaliśmy historię najdłuższej ulicy w Europie oraz najważniejsze fakty dotyczące łódzkiej przeszłości miasta wielkoprzemysłowego.

Tak wizytę studyjną świetnie podsumowała jedna z uczestniczek ? Marysia:

Wyjazd do Łodzi oceniam mocnym 10/10! Było to kreatywne odejście od szarej, szkolnej rzeczywistości, co nie oznacza, że mniej produktywne. Przede wszystkim dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o szkole filmowej w Łodzi i o mechanizmach jej działania. Bardzo ciekawym aspektem było również zwiedzanie samego miasta, które mimo tego, że jest często pomijam, że zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Jednak mimo wszystko najbardziej spodobało mi się spotkanie ze studentami szkoły filmowej. Są oni mimo młodego wieku ludźmi z ogromnym doświadczeniem, które mogą nam w bardzo ciekawy sposób przedstawiać No i oczywiście "dream team" z Murowanej jak zawsze wspaniale dopełnił całości i wszytko razem dało trzy dni pełne kreatywnej pracy i dobrej zabawy.

Młodzi Gośliniacy, 2016-03-18